Jedną z nowości tegorocznej kolekcji Promostars są dziecięce koszulki polo Promostars Polo Kid. Wykonane są z dzianiny typu pique, zapinane są na dwa guziki. Polo Promostars Kid ma podwójne szwy i kontrastową taśmę wzmacniającą. Rękawki wykończone są elastycznym ściągaczem. Polo Kid występuje w czterech rozmiarach i trzech wariantach kolorystycznych- białym, granatowym i błękitnym.
| Rozmiary męskie* | XS | S | M | L | XL | 2XL | 3XL | 4XL |
| wzrost | 162 | 168 | 176 | 182 | 185 | 188 | 188 | 190 |
| klatka piersiowa | 89 | 93 | 99 | 106 | 113 | 120 | 128 | 137 |
| Rozmiary damskie* | XS | S | M | L | XL | XL+ | XXL |
| wzrost | 158 | 164 | 168 | 172 | 176 | 176 | 176 |
| klatka piersiowa | 84 | 86 | 92 | 96 | 100 | 106 | 115 |
| Rozmiary dziecięce* | 98 | 110 | 122 | 132 | 144 | 156 | 168 |
| wzrost | 98 | 110 | 122 | 132 | 144 | 156 | 168 |
| klatka piersiowa | 54 | 58 | 60 | 66 | 72 | 79 | 86 |
| wiek | 2 | 3-4 | 5-6 | 7-8 | 9-10 | 11-12 | 13-14 |
| Rozmiary męskie* | S | M | L | XL | XXL |
| wzrost | 168 | 176 | 182 | 185 | 188 |
| obwód pasa | 74-77 | 82-85 | 90-94 | 100-104 | 108-112 |
| Rozmiary damskie* | XS | S | M | L | XL | XL+ |
| wzrost | 158 | 164 | 168 | 172 | 176 | 176 |
| obwód pasa | 63-65 | 66-68 | 69-72 | 73-76 | 77--80 | 81-85 |
| Rozmiary* | S | M | L |
| obwód | 56 | 58 | 60 |

W kolekcji odzieży reklamowej Promostars na rok 2017 pojawiły się nowe dziecięce t-shirty- Promostars Chill Kid. Jest to odpowiednik męskich i damskich koszulek Chill. Chill Kid to sportowy t-shirt z raglanowymi rękawami, wykonany z oddychającego, szybkoschnącego materiału, utrzymującego suchość ciała i jego optymalną temperaturę. Materiał ten nadaje się do znakowania metodą sublimacji. Koszulka ta posiada szwy typu interlock, taśmę wzmacniającą w kontrastowym kolorze i odrywalną metkę.




Ze wszystkich technik druku, sitodruk ma najdłuższą historię. Eksperci co prawda są podzieleni gdzie i kiedy po raz pierwszy go użyto. Jedni sugerują starożytne Chiny lub Egipt, inni wskazują na Indie czwartego wieku. Wszyscy natomiast są zgodni że sitodruk dotarł do Europy w XVIII wieku, a w XIX wieku zyskał popularność w świecie reklamy.
Jedna z największych zalet sitodruku jest jego trwałość, zarówno na tkaninach sztucznych jak i bawełnianych. Kolejną jest konkurencyjność cenowa, przy nakładach większych niż 30 sztuk. Jest to spowodowane stosunkowo wysokim kosztem przygotowania sit, które muszą być oddzielne dla każdego koloru. Oprócz ilości kolorów, ostateczną cenę determinuje również kolor na którym będziemy drukować. Jasny wzór na ciemnym materiale będzie wymagał dodatkowej matrycy z białym podkładem pod właściwym wzorem.

Jest to proces przeciskania farby przez sito, na którym jest naniesiony szablon z emulsji która zapobiega temu procesowi. Dzięki temu mamy miejsca zadrukowane i te do których farba nie dotarła. Co istotne każdy kolor wymaga oddzielnego sita z innym szablonem, tak by farby tworzyły kolejne warstwy nadruku.
Niezależnie od materiału na którym drukujemy, proces jest praktycznie identyczny, główne różnice występują w procesie tworzenia szablonu, mogą być one wycinane z foli lub vinylu, malowane lakierami, najczęściej jednak stosowane są emulsje światłoczułe. Są one nanoszone na całe sito, następnie utwardzane kilkuminutowym naświetlaniem, miejsca zaciemnione dzięki np. wydrukowi na folii, są wypłukiwane, odsłaniając wzór na sicie przez które rakla może przepchnąć farbę.

Każdy projekt zaczyna się w tym samym miejscu – w Twojej głowie. Wystarczy go tylko przenieść, czyli jak w każdym innym przypadku, stworzyć projekt. Sitodruk jest metodą wymagającą naniesienia każdego koloru osobno na materiał. Oznacza to że grafik musi przygotować odpowiedni plik korzystając z programów umożliwiających separację barwną [Illustrator, Corel lub Photoshop w przypadku bardziej rastrowej grafiki]
Preferowanym formatem są pliki wektorowe [ai, cdr i pdf]. W przeciwieństwie do bitmap, grafika wektorowa jest łatwa w „obróbce” ale przede wszystkim nie traci na jakości. Dzieje się tak dlatego że jest stworzona z linii tworzących kształty, odczytywane przez komputery. Bitmapy tworzą obraz z małych różnokolorowych cegiełek, tzw pikseli, tak jak ma to miejsce w fotografii cyfrowej. Powiększając obraz tracimy na jego jakości. Możemy jednak jej użyć do wzoru rastrowego, który będzie wyglądał prawie jak zdjęcie.
Podsumowując im lepszej jakości zdjęcie, lub plik wektorowy, tym lepszy efekt końcowy. Oznacza to, że bitmapy powinny być zapisane w rozdzielczości 300 dpi.

Przedstawiamy artykuł, który ukazał się w 1999 r. w dodatku Auto-moto Gazety Wyborczej, w czasach gdy nasza Warszawka Agrafka była jeszcze taksówką Kasią.
Taksówkarz Warszawski
Jest jednym z najstarszych trójmiejskich taksówkarzy. Pan Janek od prawie trzydziestu lat jeździ tą samą warszawą. Nazwał ją Kasia. Swoim samochodem przejechał już ok. 2 milionów kilometrów.
Taksówkarz nie chce zdradzić swojego nazwiska. – Niech już zostanie pan Janek, tak mówią wszyscy – stwierdza. Kupił nową warszawę w kwietniu 1970 roku, kosztowała 120 tys. zł. Średnie zarobki wahały się wówczas w granicach 1300-1500 złotych.
Na początku lat 70. było to auto modne i, oprócz wołgi, jedyne nadające się na taksówkę. Tym właśnie swój wybór tłumaczy dzisiaj pan Janek. Nie żałuje. Dzięki warszawie od kilku lat jest jednym z najpopularniejszych szoferów w Trójmieście. Nie ma dnia, by nie podeszła do niego grupka ciekawskich, chcących się przejechać starym samochodem.
– Podchodzą młodzi i starsi, którzy z sentymentem patrzą na moje auto. Czasami chcą się przejechać tylko z ciekawości, dla zabawy. Inni robią sobie pamiątkowe zdjęcia – mówi pan Janek.
Nierzadko pierwszy odjeżdża z postoju, mimo że jest ostatni w kolejce. To także dzięki życzliwości i talentowi gawędziarskiemu pana Janka. Stąd wziął się jego pseudonim – Janek Dobre Serce. Z racji stażu za kierownicą (45 lat) znany jest również jako Tata.
Dziewczyna-malina
Taksówkarz tak zżył się ze swoją warszawą, że postanowił dać jej imię – Kasia.
– Znajomi mówili na mój wóz Kleopatra albo Pelasia. Tłumaczyłem im, że to ma być imię ładne, takie jak dziewczyna-malina. Zawsze podobało mi się imię Kasia i tak już zostało – dodaje właściciel.
Kasia z racji wieku wymaga specjalnej troski. Pan Janek codziennie dokładnie przegląda silnik, sprawdza luzy, uzupełnia płyny. Kilka razy w tygodniu myje auto wodą ze specjalnym płynem, nadającym Kasi połysk. Każdego roku przeprowadzana jest diagnostyka i konserwacja podwozia. Wszystkie drobne naprawy kierowca robi na bieżąco. Z częściami nie ma najmniejszego problemu, w piwnicy pana Janka jest ich tyle, że można by złożyć drugą warszawę. Nic dziwnego, że pan Janek przejechał swoją warszawą dwa miliony kilometrów.
– Niestety, takiego przebiegu silnik by nie wytrzymał. W mojej Kasi jest już trzeci. Ale jeśli chodzi o blacharkę, to wymieniane były tylko raz przednie błotniki. Reszta nadwozia jest w idealnym stanie – zachwala taksówkarz.
Rzeczywiście, samochód prezentuje się doskonale. Nigdzie nie ma śladów korozji, drzwi zamykają się z niewiarygodną lekkością, w chromowanych zderzakach można się wręcz przeglądać. Zimą auto bez problemu wyjeżdża na drogi. Nie boi się mrozu ani zasp. Właściciel bez obaw wyjeżdża też na dłuższe trasy.
– Najdłuższy kurs, jaki pamiętam, był do Wrocławia, 520 kilometrów w jedną stronę. Wiozłem wtedy pewnego marynarza z „Batorego”. Zdarzały się też wyjazdy do Szczecina czy Suwałk – mówi właściciel. – Kasia idzie jak młoda dziewczyna, nie boi się długich tras. Jeszcze dzisiaj wyciągnie 125 kilometrów na godzinę. Oczywiście, może w każdej chwili coś nawalić, ale ja zawsze wiem, co i gdzie ją boli.
Ślub bierzesz raz
Taksówkarz przez trzydzieści lat nie miał żadnego wypadku. Jeździ ostrożnie. Hołduje zasadzie „śpiesz się powoli, a cały i zdrowy dojedziesz na miejsce”.
– Wziąłem sobie do serca słowa mojego instruktora: „chcesz żyć, jedź do 100 kilometrów na godzinę”. Do setki kierowca panuje nad samochodem, powyżej kierownica nad nim – mówi pan Janek.
Gdyński taksówkarz często jest wynajmowany na wesela. Zamawiany jest wtedy dekorator, który stroi auto według życzenia pary młodej.
– Cennika na wesela nie mam, ale młody raczej w tym dniu nie żałuje. Dają od stu do trzystu złotych. Zawsze go pocieszam: ślub bierzesz raz, a radość do końca życia – mówi popularny Tata. – Jak młodzi sobie zażyczą, to mogę Kasię i na korbę odpalić – dodaje.
Przed dużym dylematem pan Janek stanął osiem lat temu, kiedy dostał od Niemca propozycję zamiany warszawy na białego mercedesa W 123 250E. Taksówkarza przerażał jednak duży, sześciocylindrowy silnik.
– Gdyby to był diesel, głęboko bym się zastanowił, ale benzynowy raczej mi nie odpowiadał. Moja Kasia pali 10 litrów, w zimie 12, to co dopiero taki mercedes. Zresztą, po latach stwierdziłem, że zrobiłbym błąd i dzisiaj już wiem, że nie przesiądę się na inny samochód. Ja go kocham, tak samo jak się kocha innego człowieka czy zwierzę. Bardzo ciężko by mi było się z nim rozstać – z sentymentem opowiada pan Janek.
Taksówka filmowa
O panu Janku powstało już wiele artykułów i kilka reportaży filmowych. Wraz z Kasią zagrał nawet krótki epizod w filmie „Sztos”.
– Pewnego dnia, gdy stałem na postoju, podszedł do mnie Olaf Lubaszenko. Zafascynował się moją warszawą i zaproponował występ w nagrywanym właśnie filmie. Był to dla mnie wielki zaszczyt, więc od razu się zgodziłem. Pamiętam, jak jeździłem Kasią kilka razy przy sopockim Grand Hotelu, a za nami Jan Nowicki i Edward Linde-Lubaszenko z kamerą. Miałem oczywiście zmienione numery i koguta – wspomina kierowca.
Pan Janek od trzydziestu lat staje na tym samym postoju, przy dworcu w Gdyni Chyloni. Oprócz niedziel, przyjeżdża codziennie około godziny 16 i wraca do domu po odjeździe ostatniej kolejki. Jak twierdzi, taksówką pojeździ jeszcze dwa, może trzy lata. Jeśli oczywiście dopisze zdrowie. Mówi, że wykończy go coraz droższa benzyna. Poza tym nadchodzą coraz cięższe czasy dla taksówkarzy.
– Pamiętam, jak kilkanaście lat temu klienci czekali na taksówkę. Codziennie robiło się po kilkanaście kursów. Teraz taksówek jest kilka razy więcej i większość ludzi ma własne samochody. Dobre czasy się skończyły się – żali się taksówkarz. Nie wie tylko, co stanie się z Kasią. Sprzedać jej nie chce, bo to jedyny samochód, który miał w życiu. Jak mówi, pewnie zostawi ją na pamiątkę i będzie dalej pielęgnował.
Najstarsza taksówka w Trójmieście, warszawa Kasia, ma już 29 lat.
RAFAŁ RADZYMIŃSKI







